Fot. KGHM

Na koronie Żelaznego Mostu warunki atmosferyczne bywają niezwykle ciężkie. Pracownicy pilnujący namywu nie mogą, ot tak, zjechać na dół i złą pogodę przeczekać.

Od ich obecności tutaj zależy bezpieczeństwo innych. Teraz mają nowe miejsce, gdzie mogą się schronić. – Panują tu trudne warunki, a praca wymaga ciągłej uwagi – mówi Andrzej Tęcza, sztygar zmianowy z oddziału eksploatacji Zakładu Hydrotechnicznego. – Nie można zjechać na dół, żeby zjeść. Sekcja namywu ma czasem 500 m długości, pracownik kontroluje 20 zasuwek. Trzeba je regulować tak, żeby wypełniały się kaniony, pilnować, żeby namyw nie przechodził na inne sekcje, gdzie już pracują inni – dodaje. Pracownicy dotychczas chronili się w przyczepach socjalnych, które z biegiem lat się po prostu zużyły.

– Budy przyczep przewozi się ciągnikami, drogi nie są równe, z czasem konstrukcje się rozszczelniły – tłumaczy Tęcza. Na brak komfortowych przyczep, które przy wietrze 10 m/s, temperaturach odczuwalnych w zimie -20, -30 st C są dla pracownika konieczne, zwrócił uwagę Grzegorz Górecki, maszynista urządzeń energetycznych i wodnych, a także społeczny inspektor pracy.

– Przez komisję BHP wnioskowałem o wymianę dotychczasowych przyczep. Wniosek został przyjęty. Każda większa ulewa czy wichura odczuwalne są o wiele mocniej na koronie niż na dole. Te przyczepy po prostu trzeba było wymienić – mówi krótko. O wyposażenie starych przyczep pracownicy dbali sami – przykręcali choćby umywalki. Te nowe wszystko mają fabrycznie gotowe. – Na lato mamy klimatyzację, w zimie grzejniki elektryczne, można nawet podsuszyć ubranie. Oprócz części socjalnej mamy gospodarczą, gdzie są narzędzia do obsługi zapór – tłumaczy Górecki.