Jeśli chcielibyście kiedyś wyruszyć w siną dal z dnia na dzień, szukajcie pomocy u Roberta Kasjana z Huty Miedzi Legnica. Ma w głowie rozkłady jazdy kolei regionalnych polskich i prawie całej Europy. Co ważne, wie też, jak podróżować tanio i jak taką podróż zaplanować. Oto migawki z kolejowego życia Roberta. podróży, przechowuje je na dyskach i nośnikach pamięci.

Są ich tysiące, migają tory kolejowe, lokomotywy, stacje i dworce, wnętrza wagonów, znaki graniczne. Szwajcaria, Włochy, Czechy, Słowacja, Ukraina, Chorwacja, Słowenia, można się pogubić w tym katalogu migawek z prawie całej Europy. – To moje podróże na biletach InterRail. Można w ich ramach wykupić 3, 5 lub 7 dni podróży w miesiącu i cała Europa stoi przed tobą otworem. Planuję wtedy wstępnie taką podróż, bo uwielbiam tę wolność – wsiadasz do pociągu, a gdzie się przesiądziesz to już twoja sprawa – opowiada Robert. Jak każdego prawdziwego fana kolei boli go każda zamknięta trasa kolejowa i skacze z radości, kiedy mają uruchomić nowe połączenia. – Kiedy nasze państwo zamknęło na przełomie wieków 30% linii kolejowych, rozmyślałem o pociągach, którymi nie pojechałem i już nie pojadę – wspomina. – Teraz cieszę się, że Urząd Marszałkowski i jego Koleje Dolnośląskie zamierzają przejąć 500 km starych linii kolejowych. Może pojadę do Świeradowa… Utrata mniejszych połączeń zubożyła nas, tak jak wyschnięcie dopływów rzeki sprawia, że rzeka obumiera. Każde nowe połączenie jest dla mnie jak nowe marzenie o podróży – mówi fan kolei.

Nie wiadomo kiedy znajduje czas na podróże, bo Robert Kasjan, magazynier-pakowacz z magazynu wyrobów gotowych Huty Miedzi Legnica, pracy ma wiele i to na zmiany. – Nauczyłem się organizować sobie wolny czas i urlopy, a dzisiaj korzystając z rozkładu jazdy w internecie można szybko zaplanować podróż – tłumaczy. Internet to szybkość, ale prawdziwą radość dają mu grube książki z rozkładami połączeń. Nie ma już ich w Polsce, nikną w Czechach, utrzymały się we Włoszech i Szwajcarii. – Pojechaliśmy kiedyś z kolegami do Szwajcarii, żeby zdobyć nowe rozkłady, wracałem z plecakiem pełnym książek. Wykupiliśmy cały nakład rozkładów w Bazylei! Kiedy Szwajcarzy zapowiedzieli rezygnację z książkowych rozkładów zaprotestowali fani kolei z całej Europy i Helweci ugięli się – śmieje się. Szwajcarią jest zafascynowany: – Tam wszędzie dojedzie się komunikacją publiczną, mimo gór, o każdej porze roku – mówi Robert. Kolegów do podróży znalazł, a jakże, w pociągu. To dwaj Czesi, jeden z korporacji, drugi ze służb porządkowych. Zawodowo ta trójka nie ma ze sobą nic wspólnego, ale wystarczy, że usłyszą o nowej trasie w Kosowie, a planują już, jak tam się dostać.

– Zwykle jedziemy najpierw do Budapesztu. To jest ogromny węzeł, skąd można wyruszać w zakątki południowej Europy, a te rejony – Bałkany – kocham chyba najbardziej. Kiedy zacząłem obierać sobie Budapeszt za cel, znalazłem tam nawet rodzinę, wujka. Od tej pory mam tam nocleg i stałą bazę – opowiada Robert. Miłośnicy kolei to specyficzny rodzaj ludzi. Robert nie działa w żadnym stowarzyszeniu, ale bywa na zlotach podobnych sobie marzycieli. Kilka lat temu wraz z 300 podobnych sobie wynajęli cały skład pociągu na Śląsku i jeździli przez cały dzień, odwiedzając stacje, gdzie od lat pociąg nie stawał.

Czy łatwo i bezpiecznie się dziś podróżuje koleją? – Nie da się porównać z niczym innym. Tu się nawiązuje prawdziwe przyjaźnie. Tu wszystko biegnie wolniej niż w samolotach, których nie znoszę przez te ciągłe kontrole przy wsiadaniu.

Tu panuje wolność – opowiada. Czego mu brakuje w polskich kolejach? – Głównie brak mi zintegrowanych biletów – między wszystkimi przewoźnikami, między koleją a komunikacją miejską. W wielu krajach europejskich kupuje się jeden bilet i jeździ wszystkim, co się rusza po szynach. Uwielbiam zwiedzać miasta tramwajami. Prawdziwa radość, kiedy w obcym kraju rozpoznaję polskie tramwaje i lokomotywy – tłumaczy. Kiedyś brał udział w lidze marszowej. Maszerował w całej Europie i Chinach nawet, ale uczestnicy latali na etapy samolotami, więc zrezygnował z tego. Podobne dystanse pokonuje przecież w wagonie: – Moja rekordowa trasa to 12 tys. kilometrów – chwali się. W tych podróżach nie chodzi o rekordy. – Teraz planujemy podróż do Kosowa, ale nie wiem, czy jak dojedziemy do Budapesztu nie zmienimy planów. Może to będzie Sofia, a później Stambuł? Zobaczymy. Przegadamy to w drodze. Nie jeździmy sypialnymi, więc jest wiele czasu na rozmowę – opowiada z błyskiem w oku.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here